niedziela, 17 sierpnia 2014

IV.038


















W pewne sobotnie przedpołudnie odwiedziłam na poznańskim Piątkowie Julitę, jej męża i ich trzy adoptowane koty. Czarną Kulę, która od razu machnięciem łapki dała mi do zrozumienia co myśli o mnie i o zdjęciach. Czarno białego Kropka, który przywitał mnie ocieraniem się o nogi i próbą zostawienia mi na spodniach całego swojego futra. I Fidela, czarno białego kocura rasy american curl - najbardziej puszystego kota, jakiego miałam do tej pory okazję poznać. Julita najlepiej opisze swoje stadko.


Kula, Kropek i Fidel


Nasze stadko to dziewczynka, Kuleczka - niepodzielna królowa naszego zwierzyńca i nas, oraz dwaj chłopcy - Kropek i Fidel.

Kuleczka trafiła do nas przypadkiem jako około ośmiotygodniowe kocię została przyniesiona przez moją córkę z ulicy. Córka uratowała jej życie wyciągając spod odjeżdżającego samochodu. Kuleczka zwana też Kulwinią, Kluską lub Kurwinią (bezustannie się wkurza) wybrała mojego męża jako swego ukochanego człowieka i tak od około dziesięciu lat kochają się miłością wzajemną i bezwzględną. Kuleczka jest histeryczna, neurotyczna, stara się rządzić chłopakami i nami. Chłopcy nie do końca się jej podporządkowali, my jednak ulegliśmy.

Kropek trafił do nas około pięć lat temu jako mały kociak, adoptowany z poznańskiej fundacji "Koci Pazur". Nazywamy go też Klusek z powodu postury lub Gapcio bo żyje we własnym świecie, często się "zawiesza". Nie lubi być brany na ręce i rzadko daje się głaskać, ale jest to kocur o olbrzymim sercu, przyjaciel ludzi i zwierząt. 

Fidel jest z nami około dwa i pól roku i tak jak w przypadku Kropka był to świadomy wybór i szukanie kociaka, do którego poczujemy "chemię". To Fidelek, Fitek lub Misiulek trafił do naszego domu z powodu impulsu. Byliśmy co prawda otwarci na kolejne zwierzę u nas, ale nie szukaliśmy go jakoś specjalnie intensywnie. Przez przypadek przeglądając  jakiś portal społecznościowy trafiłam na ogłoszenie o adopcji kota. Ogłoszenie było lakoniczne bez zdjęcia, ale na tyle poruszające, że postanowiłam zadzwonić pod podany numer. Po rozmowie telefonicznej byłam pewna, że trzeba jechać i zobaczyć kotka. W dotychczasowym domu Fidelka spędziliśmy półtorej godziny. Okazało się, że musi być wyadoptowany z powodu silnej alergii dziecka. Trafił do nas jako siedmioletni kocur i szybko (bo po trzech dniach) zaaklimatyzował się u nas. Fidel to cudowny miziak i przytulas, chętny do zabawy 24 godziny na dobę. Z Kropkiem żyje w olbrzymiej symbiozie z Kulą się nie za bardzo lubią, ale tolerują. 

Pomimo niewątpliwych kłopotów, wydatków i bałaganu jaki przysparzają nasze koty, nie oddała bym ich za nic! Ten ogrom miłości i czułości jaki nam dają jest BEZCENNY. Warto dać dom zwierzakowi, bo to w końcu my ludzie je oswoiliśmy. Psy, koty i inne gatunki. Zabraliśmy je do domów z ich naturalnego środowiska i teraz mamy obowiązek o nie dbać.

1 komentarz:

  1. ale piękny ten biało czarny kocurek Fidel, świetne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy!
Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu przez administratorów strony.