niedziela, 15 października 2017

VII.049

Didi i Daisy


Kola i Amiczek
Miszka
Maniek
Sasza




Sasza


Maniuś

Misza

Daisy
Amiszek



Didi


Kola


W dzisiejszym wpisie będzie dużo zwierzaków — poznajcie Edytę, jej męża i ich radosną, kocio-psią gromadkę.

Obecnie stadko liczy siedem zwierzaków — cztery psy i trzy koty. Dodatkowo Edyta udziela też schronienia na tak zwany tymczas psom z interwencji, najczęściej z likwidowanych w efekcie kontroli pseudo-hodowli. Właśnie po takich interwencjach w ich domu zamieszkała Daisy, mała yoreczka, która była pieskiem pokazowym w takim właśnie przybytku. Trochę czasu trwało, zanim suczka nauczyła się na nowo ufać człowiekowi, ale dzięki cierpliwości i wielkiemu sercu Edyty i jej męża, Daisy jest dzisiaj radosnym pieskiem, który uwielbia towarzystwo człowieka.

Amiczek został adoptowany z jednego ze schronisk. Edyta pojechała tam jako osoba towarzysząca koleżance, która chciała adoptować pieska. W jednym z boksów zauważyła małego, czarnego ratlerka ze strasznie smutnym wyrazem twarzy. Historia Amiczka była prosta i bardzo smutna — jego opiekun umarł, a rodzina oddała tego nieco starego psa do schroniska, gdzie nie potrafił się odnaleźć. Nie zastanawiając się zbyt długo, Edyta zabrała go ze sobą. Obecnie śmieje się, że to pies Pańcia, gdyż nie odstępuje jej męża na krok.

Psie towarzystwo dopełniają Didi i Kola, które też są adoptowane. Dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte i uwielbiają się ze sobą bawić. Dodatkowo uwielbiają głaskanie — do tego stopnia, że każdemu gościowi ładują się od razu na kolana, domagając się porcji czułości. Wszystkie pieski w momencie, kiedy trafiły do Edyty i jej męża, były już dorosłe, często starsze, niektóre po przejściach. Mimo to świetnie się zaaklimatyzowały i zżyły nie tylko ze sobą, ale też ze swoimi opiekunami. Starsze psy po prostu często kochają bardziej niż szczeniaki.

Do tej wesołej ferajny przynależą jeszcze trzy koty — Maniuś, Misza i Sasza. Misza jest prawdziwym panem tego domu i bacznie obserwuje zawsze wszystkich domowników. Sasza pojawił się nieco ponad rok po nim i można śmiało powiedzieć, że został przez Miszę wychowany. Przy obcych Sasza jest bardziej wycofany, ale na co dzień straszny z niego urwis. Oba kocury to znajdki z ulicy. Jest jeszcze Maniuś — piękny puchaty rudzielec. Został znaleziony za miastem około 40 km od swojego pierwotnego domu i początkowo okoliczni mieszkańcy brali go za żbika. Edycie udało się go złapać i ku zdziwieniu wszystkich okazało się, że to najprawdopodobniej rasowy kot norweski leśny. U weterynarza udało się ustalić opiekunów Mańka, gdyż kot był zaczipowany. Niestety po dotarciu na miejsce, byli opiekunowie wyparli się kota, zatrzaskując Edycie drzwi przed nosem. Z relacji sąsiadów okazało się, że kot był dość charakterny i pewnie dlatego poprzedni opiekunowie się go pozbyli. Edyta z mężem chcieli znaleźć mu nowy dom, jednak Maniek wybrał ich sobie i próba adopcji do wspaniałego domu, zakończyła się fiaskiem. Dzisiaj widać, jak bardzo jest z nimi szczęśliwy.

Wszystkie psy i koty wymagały na początku sporego zaangażowania i nie było łatwo zgrać to towarzystwo. Często trzeba trochę wysiłku i pracy ze zwierzakiem (czasem są to tygodnie, a nawet miesiące), ale opłaca się, bo miłość i zaufanie psa czy kota jest bezcenne.