Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F-W: Rogulski Bogdan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F-W: Rogulski Bogdan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 stycznia 2013

I.013




Pituś i Spółka

Szefowa Fundacji Kocia Mama, Iza Milińska ma 5 kotów, którym przewodzi Pituś. Pituś to symbol, duma, znak wodny Fundacji. Tym, że żyje i ma ciepły dom opowiada o sensie jej istnienia. Kot z porażeniem mózgowym, napadami padaczki, wciąż cieszy się życiem. Był ratowany jak Rockefeller, jak koci biskup. Bo cały jest radością i cały jest życiem. A Iza..? Cóż... już kiedy miała 2 lata, zdejmowali ją z płotu, gdy przełaziła do sąsiadki pożyczyć kota, bo rodzice mieli ich za mało...

czwartek, 20 grudnia 2012

I.008






W domu Emilki są cztery koty, ale najważniejszy jest Ciastek. Kot wykarmiony od 1,5 tygodnia życia,  po tym jak pod kołami samochodu zginęła jego matka. Kot, który usłyszał jak jego właścicielka mówi: "Wydam go dopiero wtedy, gdy urośnie, gdy będzie bezpieczny..." I kot nagle przestał rosnąć, jakby chciał powiedzieć: "Widzisz, nie rosnę, nie możesz mnie wydać". Został i jest teraz największą radością całej rodziny, obok trzech innych kotów: Mandaryny, Jonsona i Kiri.

wtorek, 18 grudnia 2012

I.007




Filemon i Oktawian dobrali się jak w korcu maku... Filemon czarny z wygojoną po złamaniu łapą, czujny, nieufny, tajemniczy. I Oktawian wzięty z działek, jako jeden w trojga. Dobrzy ludzie wzięli dwa ich zdaniem najfajniejsze koteczki, ale tak naprawdę najfajniejszego zostawili. Jest nim właśnie Oktawian, o którym właścicielka Paulina mówi, że jest "autystyczny". Określenie to bardzo dobrze określa jego usposobienie. Można go mianowicie odkształcać, jak plastelinę. Bierzemy np. Oktawiana na ręce, kładziemy dajmy na to na drapak i tak położony kot nie zmienia pozycji ciała przez bardzo długi okres czasu. Ale główkę i oczka ma bystre jak diabli! Obserwuje, jak przyszywany brat Filemon głową odsuwa drzwi szafki i włazi do środka, gdzie czuje się najbezpieczniej. Fotograf, który okazał się dla niego zagrożeniem, miał okazję tę akcję zobaczyć. A między kotami, nad rozłożonymi mądrymi książkami pochłania wiedzę ich właścicielka Paulina. Rozkminia, gdzie leży zakręt Hipokampa, czy histiocyty powstają z monocytów lub może odwrotnie i jak to właściwie jest z tą ketozą...

poniedziałek, 10 grudnia 2012

I.003




Dzisiaj był dzień kotów Sabiny. Jest ich tam chyba z dziewięć. Wszystkie ładne! Szczęśliwe! Kino domowe to mało! Można patrzeć i patrzeć. I jeszcze dwa przychodzą za okno. Może też popatrzeć na pobratymców...?

sobota, 8 grudnia 2012

I.002





To nie będzie zwyczajna opowieść. To będzie bajka, w której Czerwony Kapturek ratuje koty katowane i podpalane przez złego Wilka. Jest tu kot ze złamaną szczęką i ten, który był bity kijem. I taki kot, którego jadły robaki i ten ze złamanym ogonem. I taki, który prawie nie słyszy. I taki, który siedzi w ścianie bojąc się wyjść. Ale niedługo wyjdzie bo ma Kapturka. Czerwony Kapturek ma na imię Iza. A ja, który robiłem zdjęcia,  jem chleb kupiony na rogu w piekarni na Wójtowskiej i kapią mi na tą kromkę łzy... Przez uśmiech, przez radość, że te koty spotkały Człowieka, który w nie uwierzył. Wszystkich tych ludzi, którzy ratowali, dbali i uwierzyli, że koty moga być jeszcze szczęśliwe. I tą najważniejszą osobę Izę - czerwonego kapturka o gołębim sercu. Te koty żyją tam wszystkie razem (obecnie osiem) patrząc na swój fart i szczęście człowieka, który dał im dom. A one tej Izie czarują, czarują, czarują...

niedziela, 2 grudnia 2012

I.001




Koka, kotka Iwony...

Jesteśmy po pierwszej sesji zdjęciowej. Bohaterką była ukochana kotka Iwony Koka. Ta 1,5 roczna kotka naprawdę uzależnia! Są koty które portafią nadać życiu sens i głębszy wymiar. Koka ma tą magię w sobie. Oczywiście adoptowana poprzez Fundację Izy Milińskiej "Kocia mama" !

poniedziałek, 19 listopada 2012

I.000 Poczucie pełnego bezpieczeństwa.


Na kolanach brzuszkiem do góry...
Tę 5-letnią już w tej chwili kotkę dostrzegłem jadąc do pracy, pewnego wrześniowego dnia na parapecie domu w Pabianicach. Ktoś wystawiał na parapet jedzenie kotom. Było ich pięć, może sześć... Z czasem poznałem prawa rządzące w tym ogródku. Koty siedziały cały czas na parapecie, bo każda próba pobiegania po ogrodzie, kończyła się pogonią za nimi jazgoczącego psa. Klatka parapetu. Bez krat i bez spacerniaka...
I zapukałem do drzwi pani, która opiekowała się kotami. Ucieszyła się bardzo i obiecała, że na jutro złapie mi jednego. "Tylko żeby był najmniejszy i najsłabszy!"- zakrzyknąłem na pożegnanie. I to była właśnie Hesia. Pierwszego dnia u mnie przesiedziała większość czasu za szafą, wychodziła tylko na jedzenie i picie. Potem szczepienia, pchły, odrobaczenie... No i świerzbowiec uszny w potwornie dużej ilości. Myślałem, że kotka jest głucha tyle tego było. Urządziłem jej legowisko na oknie. Po wewnętrznej cieplejszej stronie domu. Początkowo tylko tam pozwalała mi się głaskać. Stopniowo zdobyłem jej zaufanie, no a teraz najczęściej przyjmuje pozę taką jak na fotografii. Co stało się z pozostałymi kotami nie wiem. Mam nadzieję, że nasze rozmowy ze staruszką zaowocowały wydaniem kotów w dobre ręce. Wiem jedno."Ratując jednego kota, świata nie zmienisz. Ale świat zmieni się dla tego jednego kota".