poniedziałek, 13 lipca 2015

V.029


 Żiżi, Moryc i Chihiro

Anię i jej koty znałam najpierw wirtualnie. Ania poza tym, że jest cudowną kocią mamą, jest też kuchenną boginią (i w ogóle wyjątkową kobietą) i jedzenie stało się pretekstem do spotkania w realu. Skuszona zdjęciami przygotowywanych przez nią posiłków, pojechałam do Warszawy na śniadanie. I poznałam nie tylko Anię i jej znajomych, ale też koty - Morcysia, Chihiro i Żiżunię (kota ducha, o którego udało mi się zobaczyć (i pogłaskać!) dopiero dwa lata później). Czarny Morcysio, który odszedł prawie rok temu za Tęczowy Most, był moim ulubieńcem - żaden kot nigdy tak się nie ślinił z rozkoszy, gdy go głaskałam. W tej chwili u Ani mieszkają dwie panienki, ale na zdjęciach jest też Morcysio. Bo on nadal jest częścią tej historii. 
A tak o swoich kotkach mówi Ania: Dziesięć lat temu, kiedy na dobre osiadłam z powrotem w Polsce, po dłuższym pobycie w Japonii, najpierw do mojego domu trafił Morycek: półroczny czarny kocurek, którego wprost rozpierała energia. Mruczał wtedy dużo, ale zupełnie niesłyszalnie, tylko wibracje się czuło, dopiero z czasem to mruczenie przeszło w pasmo słyszalne dla mnie. 
Od razu zorientowałam się, że Morysio potrzebuje kociego towarzystwa i po jakichś czterech miesiącach do naszego domu zawitała Żiżi: roczna koteczka, biała z siwym płaszczykiem i takąż czapeczką. Pamiętam, że pierwszą noc koty ganiały się do rana, dosłownie, zasnęłam koło szóstej. Potem już było tylko lepiej, bardzo szybko się polubiły. Trudniej było z człowiekiem: okazało się, że Żiżi panicznie boi się ludzi, tak jakby doznała od nich dużo złego. Kiedy wyciągałam do niej rękę, uciekała przerażona, tak samo, kiedy próbowałam koło niej przejść. Nauczyłam się, że rękę należy wyciągać powoli, tak żeby było wyraźnie widać, co robię. Ona nauczyła się, że wyciągnięta ręka oznacza głaskanie i po trochu, po trochu, zaczęła przełamywać się; teraz, już od dawna, do wyciągniętej ręki robi zająca i ociera się czule. Nadal boi się ludzi, których nie zna i chowa się przed nimi (słynny wśród moich znajomych „kot w szafie”), ale do znajomych po jakimś czasie wychodzi i nieśmiało daje znać, że ich lubi. Jako z natury nieśmiała, Żiżi jest bardzo czuła do swojego człowieka i do swoich kotów. Najpierw to Morycek się nią opiekował i wylizywał czule jej futerko. Później zdarzyło się, że Morysio uciekł z domu (z pomocą nieżyczliwych sąsiadów? Nigdy się nie dowiemy), a kiedy po tygodniu odnalazłam go w schronisku i przywiozłam do domu, przerażonego i nieszczęśliwego, Żiżi przejęła rolę opiekunki i troskliwej wylizywaczki. 
Pięć lat temu trafiła do nas maleńka Ruriko: czarno-biała „dziewczynka z burzy”, uratowana przez dobrą osobę w trakcie wielkiej burzy, na terenach zalewowych nad Wisłą. Moryc i Żiżi długo się do niej musiały przyzwyczajać, a Ruri okazała się niezwykle mądrą dziewczynką: bardzo wyraźnie widziałam, jak pracuje nad nimi, jak urabia moje dorosłe koty, żeby ją zaakceptowały. Kiedy miała niespełna rok, okazało się, że jest chora: miała FIP i mimo intensywnego leczenia i opieki, w czym bardzo pomagali przyjaciele kociarze, niedługo po swoich pierwszych urodzinach odeszła. 
Wtedy postanowiłam, że jej miejsce musi zapełnić inna mała kocia bieda i kilka miesięcy później trafiła do nas Chihiro. Beztroska mała, zupełnie nie wykazywała się taką kocią mądrością, jak Ruriko, za to widziałam, jak korzysta z tego, że jej poprzedniczka oswoiła moje duże koty. Trikolorka Chihiro robi w naszym domu za nieodpowiedzialną małolatę, choć ma już cztery lata. Dużo biega, bawi się i nadal zdarza jej się aportować duży spinacz (ulubiona zabawka) albo orzeszek w skorupce (druga ulubiona zabawka), żebym jej rzucała. Głośno mruczy, jest bardzo gadatliwa i towarzyska. Kiedy przychodzą znajomi, układa się między nimi na kanapie i odbiera głaskanie na cztery ręce. Morysio odszedł kilka miesięcy temu, zostałam z moimi dwiema dziewczynami, Żiżi i Chihiro. 
Chihiro zdecydowanie potrzebuje kociego towarzystwa, które będzie chciało ganiać szaleńczo po całym domu tak jak ona…

2 komentarze:

  1. Jakie kochane koteczki <3 Kocham koty i mam kotkę Sabinkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może czas ją u nas pokazać? :)

      Usuń

Dziękujemy!
Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu przez administratorów strony.