piątek, 29 maja 2015

V.018















Na początku Sam był... sam. Znalazł go na ulicy mój kuzyn w kwietniu 2003 roku, zwierzak miał  około 5 miesięcy i był malusi.
Kuzyn wiedząc, że dokładnie rok wcześniej odeszła nasza kochana sunia, stwierdził, że to najwyższy czas na nowego psiaka w naszym rodzinnym domu. W ten sposób zamieszkał z nami Sam, kundel z psim ADHD. Osiem lat temu odziedziczyłam Sama po rodzicach i od tej chwili był rozpieszczonym jedynakiem. Jednak ciągle tęskniłam za kocim towarzystwem. Z kotami spędziłam bowiem prawie całe dzieciństwo i okres nastoletni, dlatego bardzo mi brakowało typowych zachowań charakterystycznych dla mruczków, a tak innych od psich.
Targały mną wątpliwości i przerażała myśli o żwirku rozniesionym po mieszkaniu (tu się nie pomyliłam!) oraz to, że będzie mi jeszcze trudniej gdziekolwiek wyjechać. Jednak tęsknota za kocim towarzystwem prześladowała mnie dwa lata, aż w końcu los sprawił mi niespodziankę. Okazało się, że znajoma mojej przyjaciółki ma do oddania małego czarnego kociaka, niewiele myśląc, zgodziłam się go wziąć. Raz się żyje, pomyślałam i w październiku 2011 roku Lucek trafił do mnie jako dwumiesięczne kocie, które mieściło się w mojej dłoni, taki był biedak niewyrośnięty. Pierwsze chwile, kiedy pojawił się w moim domu, nie były spokojne, ani wesołe, bo maluch warczał w transporterze na psa, pies szczekał na transporter, a ja byłam poważnie przestraszona! Przy próbie wyjęcia maluszka z transportera zostałam podrapana przez kota, który panicznie bał się psa i przez psa, który próbował "zjeść" kota... Tak wyglądały pierwsze minuty Sama i Lucka w jednym domu...
Byłam załamana... Niestety o prawidłowej socjalizacji zwierzaków nie miałam wtedy pojęcia. Całe szczęście po dwóch dniach niezdrowa ekscytacja Sama została zastąpiona ciekawością i od tej chwili pies chciał już tylko lizać Lucka.
Do tego momentu uważałam, że nie jestem ani psiarą, ani kociarą. Dopiero kiedy Lucek pojawił się w moim domu, okazało się, że jest to bardzo oczywiste. Mieszkanie z kotem udowodniło mi, że jestem absolutną kociarą! Nadal oczywiście kocham psy, jak zresztą wszystkie zwierzęta, ale to koty są mi najbliższe. Odkąd Lucek zamieszkał u mnie, otworzył całkowicie moje serce na kocią miłość, dlatego kilka miesięcy po jego adopcji zastanawiałam się nad przygarnięciem jeszcze jedno kotka. I znowu zaczęły się rozmyślania. Wiedziała, że Sam, który robił się coraz starszy, kiedyś odejdzie, a nie chciałam, by Lucek został bez towarzystwa. Wiadomo, że łatwiej jest się dogadać wspólnie kotom młodym. Nigdy dotąd nie miałam więcej niż jednego kota, dlatego miałam obawy, jak to będzie, ale piękne mordki czekające na adopcję patrzyły na mnie codziennie z Internetu. Pomyślałam sobie jednak, że przed Luckiem dwa lata się zastanawiałam nad wzięciem kota, a kiedy trafił, to wiedziałam już, że to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Szkoda tracić czas na zastanawianie się! I tak właśnie z zaprzyjaźnionego bloga w listopadzie 2012 roku trafił do mnie Gacek.
Wycieńczony z głodu został znaleziony na polnej drodze pod Wrocławiem i przygarnięty przez Gosię prowadzącą dom tymczasowy i bloga Za Moimi Drzwiami. Ten mały szkrab całkowicie zawładnął moim sercem i za sprawą wielu wspaniałych i pomocnych ludzi przyjechał do mnie, pokonując 350 km między Wrocławiem a Warszawą. Muszę przyznać, że nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że ten mały zwierzak wniesie do mojego życia tyle radości! Bo Gacuś jest wyjątkowym kotkiem i codziennie dziękuję opatrzności, że to właśnie on do mnie trafił. Moje wszelkie obawy znów okazały się bezpodstawne. Koty świetnie się dogadały i teraz łączy je męska przyjaźń. A ja wiem, że żaden człowiek nie da kotu tego, co może mu dać drugi kot. Dlatego jestem ogromną propagatorką adopcji w dwupaku!
I nie wyobrażam już sobie życia bez kotów, tym bardziej że to dzięki nim wróciłam do robienia zdjęć.

3 komentarze:

  1. Kasiu, uwielbiam Twoje lustro :)
    Piękne zwierzaki. I chciałam dodać, że też przez koty wróciłam do robienia zdjęć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo koty wydobywają z ludzi to co najlepsze :)
      A takie lustra mam nawet dwa, ale drugie wisi w łazience i koty nie wyglądają tam tak romantycznie ;)

      Usuń
  2. Pięknie opowiedziana historia,zachwycające fotki zwierzaków! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy!
Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu przez administratorów strony.