Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F-W: Sycz-Langner Honorata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F-W: Sycz-Langner Honorata. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 grudnia 2017

VII.063

Curie
Lucjan
Tesla


Lucjan czasem myśli że jest kotem









Dzisiaj zapraszam na spotkanie z dwoma kotami i psem husky który miał być żółwiem. Wyjątkowo głos oddaję dzisiaj ich opiekunom — Ani i Krzyśkowi — którzy jak nikt potrafią opowiadać o swoim stadku.

Lucjan miała być żółwiem. Tesla miał być psem, a Curie miało nie być wcale. Po śmierci naszych 4 adoptowanych szczurów postanowiliśmy przygarnąć kogoś, kto będzie z nami dłużej niż kilka lat. Przez przypadek natknęliśmy się na fanpage promujący adopcję gadów. Żółw wydawał się idealnym kandydatem na nowego członka rodziny. Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdziliśmy, że żółw ma spore szanse na przeżycie nas i co by się wtedy stało ze skorupiastą sierotą? Ostatecznie w naszym domu mieszkamy my, czyli Ania i Krzyś, pies Lucjan oraz dwa koty: Tesla i Curie. Nasze perypetie można śledzić na Instagramie [@flamazing_flamingo], na którym staramy się pokazać, jakie są prawdziwe odcienie adopcji.

Lucjan

Adoptujemy psa! Wielki entuzjazm i przygotowania. Kompletowanie akcesoriów, pochłanianie literatury. Potem pojawiły się wątpliwości. Czy możemy poświęcić jej odpowiednią ilość czasu, czy wytrzyma w domu sama, kiedy będziemy w pracy, czy nie zniszczy mieszkania, czy będzie nas stać na leczenie? – Milion pytań. Rozrysowaliśmy piękne drzewko decyzyjne i klamka zapadła — szukamy psa. Aktywnego, żeby móc z nim biegać, dużego, żeby nie trzeba się było schylać do głasków i miękkiego, żeby móc się do niego przytulać. Poszukiwania zaprowadziły nas do strony fundacji SOS husky. Wypełniliśmy ankietę adopcyjną, pozytywnie przeszliśmy wizytę przedadopcyjną i czekaliśmy na naszego psa. Cały proces adopcji trwał ok. pół roku... W końcu pojawiła się Ona! Wspaniała, cudowna, wymarzona! Znaleziona błąkająca się po ulicach i wyjadająca resztki ze śmietników, odsiadywała wyrok ludzkiej głupoty i okrucieństwa w schronisku w Rudzie Śląskiej. Szybko okazało się, że adopcja to nie tylko miłość, ale też ciężka i mozolna praca.
Po przyjściu ze schroniska Lucjan miała bardzo silny lęk separacyjny, ogromne widmo głodu, wychudzenie, brak kondycji i osłabienie oraz popękane poduszki. Początkowo była bardzo nieufna i niepewna. Bardzo pomógł nam zoopsycholog. Zapisaliśmy się na pozytywne szkolenie dla psów. Zapoznawaliśmy Lu z innymi psami, ludźmi, otoczeniem. Szybko okazało się, że Lucjan jest bardzo, bardzo, bardzo mądra. Robiła postępy najszybciej z całej grupy!
Dzisiaj Lucjan jest wesołym, łagodnym i bardzo empatycznym psem. Jej największą miłością jest jedzenie i mizianie po brzuszku. Trenuje canin cross i łapanie zabawek w locie. Jej pasją jest śpiew i naśladowanie dźwięków wielorybów. Bardzo lubi korzystać ze wszelkich środków komunikacji — samochodu, pociągu, tramwaju, windy. Jej ulubione przysmaki to: marchewka, ogórek i arbuz. Posiada dwie supermoce: świetnie ogrzewa stopy i wszędzie znajdzie jedzenie! Ulubiona zabawka: różowy flaming.

Tesla

Po jakimś czasie uznaliśmy, że spokojnie możemy adoptować jeszcze jedno zwierzę. Nasze napady paniki były grubo przesadzone, a zwierzęciu naprawdę zawsze będzie lepiej samemu osiem godzin w swoim domu, niż w schronisku. A jeszcze lepiej, gdy ma przy sobie futrzastego kompana. Bardzo chcieliśmy drugiego psa. Niestety nasze warunki mieszkaniowe na to nie pozwalały. Krzysiek zaproponował kota. Kot zajmuje mniej miejsca i może zająć przestrzeń podsufitową. Dla mnie było to nie do pomyślenia. Jak to — ja, wielka miłośniczka gryzoni mam zamieszkać z ich odwiecznym nemezis? Nigdy. Koty są zbyt elastyczne, nie da się ich wychować i załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne w domu, ohyda. Jakże się wtedy myliłam! Całe moje nastawienie do kotów oparte było na stereotypach i wrednych pomówieniach. Koty są wspaniałe, mądre i mięciutkie. Można je wychować, tak samo jak psa — smaczki to najlepsza metoda wychowawcza, niezależnie od gatunku!
Pan kot trafił do nas z Fundacji Ochrony Przyrody we Wrocławiu. Został zabrany od zbieraczki zwierząt, która miała psio-kocie stado. Od początku był dorodnym kotem o dużych stopach. Nie był wygłodzony, nie miał traum psychicznych, znał życie z człowiekiem i psem. Chcieliśmy adoptować, starego, smutnego kota. Stało się inaczej. Tesla sam nas wybrał. Dokładnie wybrał Krzyśka, a Krzysiek przekonał mnie. Gdy przyszliśmy do fundacji, Tel od razu do nas przybiegł, zaczął się ocierać, mruczeć i wyłudzać głaski. Sprawa była przesądzona. Początkowo był w lekkim szoku i przez pierwszy tydzień bał się Lucjana. Pomogły kocie feromony i mięso z kurczaka. Głównie mięso. Po miesiącu książę Pan był już całkowicie zadomowiony.
Tes jest bardzo dostojnym, pełnym wdzięku kotem. Ma piękne błyszczące futro, gęsty podszerstek, a jego charakterystyczną cechą jest bujny wąs (któremu zawdzięcza swoje imię). Ponoć w jego żyłach płynie domieszka brytyjskiej krwi. Jest to bardzo prawdopodobne, zważywszy na jego arystokratyczną naturę.
Okazało się, że Tesla jest utalentowanym modelem — godzinami może pozować do zdjęć. Świetnie nadaje się do szkolenia — sztuczki łapie w mig. Potrafi zrobić siad, dać łapę, służy, rozdaje buziaczki i pociera czółko! Umie też wytropić ukryte smakołyki. Jest wielką gadułą. Wydaje przeróżne dźwięki. Jego hobby to przeglądanie się w lusterku, podziwia swój wąs! Nie stroni od używek — waleriana, kocimiętka, pasta na kłaczki i smaczki na smroda z paszczy — to jest to! Lubi spać na książkach (inteligent) lub w okolicy głowy człowieka. Jego ulubiony przysmak to wszelkiego rodzaju tłuszcze — masło, olej kokosowy, oliwa. Z powodzeniem mógłby reklamować margarynę roślinną! Jak na polskiego kota przystało nie pogardzi ziemniakiem i pomidorówką. Ulubiona zabawka: wędka typu bird.

Curie

Nazywam się Curie. Marie Curie — tak w kocim języku wita gości nasz najmłodszy kot. Curie jest prawdziwą agentką, a jej zabójcza broń to nieograniczone pokłady słodkości (wiadomo nie od dziś, że cukier krzepi, a przy okazji silnie uzależnia!).
Curie dołączyła do naszej rodziny w lutym ubiegłego roku, jako malutki i rozkoszny, półroczny kociak. Została adoptowana z fundacji Ebra Koci Zakątek. Ciocie z fundacji wychowały ją na bardzo odważną i ciekawą świata kotkę. Proces aklimatyzacji w nowym domu potrwał 30 minut, chociaż nigdy wcześniej nie miała kontaktu z psem! Tesla okazał się bardzo troskliwym starszym bratem, wstawał do małej w nocy, dzielił się karmą, nauczył ją korzystać z kocich drzwiczek i wchodzić na antresolę. Na zmianę z Lucjanem ogrzewał ją własnym ciałem, jak była osłabiona po sterylizacji. Cała trójka jest bardzo zżyta i idealnie się uzupełnia. Dlatego warto adoptować minimum dwa zwierzaki!
Curie jest typem absolutnego nakolankowego miziaka. Potrafi przeleżeć na kolanach cały film, ugniatając i mrucząc, jak mały tramwaj. Jej ulubionym zajęciem jest obserwacja ptaków i wywijanie salt w powietrzu podczas zabawy wędką. Ulubiona zabawka to ptaszek wypełniony kocimiętką, którego uwielbia topić w misce z wodą. Supermoc: picie wody z kranu. Curie nie boi się wody, lubi taplać się w misce, pod prysznicem i w umywalce! Jej największym smakołykiem jest sparzona pierś z kurczaka.



[autorzy: Ania i Krzysztof]

niedziela, 15 października 2017

VII.049

Didi i Daisy


Kola i Amiczek
Miszka
Maniek
Sasza




Sasza


Maniuś

Misza

Daisy
Amiszek



Didi


Kola


W dzisiejszym wpisie będzie dużo zwierzaków — poznajcie Edytę, jej męża i ich radosną, kocio-psią gromadkę.

Obecnie stadko liczy siedem zwierzaków — cztery psy i trzy koty. Dodatkowo Edyta udziela też schronienia na tak zwany tymczas psom z interwencji, najczęściej z likwidowanych w efekcie kontroli pseudo-hodowli. Właśnie po takich interwencjach w ich domu zamieszkała Daisy, mała yoreczka, która była pieskiem pokazowym w takim właśnie przybytku. Trochę czasu trwało, zanim suczka nauczyła się na nowo ufać człowiekowi, ale dzięki cierpliwości i wielkiemu sercu Edyty i jej męża, Daisy jest dzisiaj radosnym pieskiem, który uwielbia towarzystwo człowieka.

Amiczek został adoptowany z jednego ze schronisk. Edyta pojechała tam jako osoba towarzysząca koleżance, która chciała adoptować pieska. W jednym z boksów zauważyła małego, czarnego ratlerka ze strasznie smutnym wyrazem twarzy. Historia Amiczka była prosta i bardzo smutna — jego opiekun umarł, a rodzina oddała tego nieco starego psa do schroniska, gdzie nie potrafił się odnaleźć. Nie zastanawiając się zbyt długo, Edyta zabrała go ze sobą. Obecnie śmieje się, że to pies Pańcia, gdyż nie odstępuje jej męża na krok.

Psie towarzystwo dopełniają Didi i Kola, które też są adoptowane. Dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte i uwielbiają się ze sobą bawić. Dodatkowo uwielbiają głaskanie — do tego stopnia, że każdemu gościowi ładują się od razu na kolana, domagając się porcji czułości. Wszystkie pieski w momencie, kiedy trafiły do Edyty i jej męża, były już dorosłe, często starsze, niektóre po przejściach. Mimo to świetnie się zaaklimatyzowały i zżyły nie tylko ze sobą, ale też ze swoimi opiekunami. Starsze psy po prostu często kochają bardziej niż szczeniaki.

Do tej wesołej ferajny przynależą jeszcze trzy koty — Maniuś, Misza i Sasza. Misza jest prawdziwym panem tego domu i bacznie obserwuje zawsze wszystkich domowników. Sasza pojawił się nieco ponad rok po nim i można śmiało powiedzieć, że został przez Miszę wychowany. Przy obcych Sasza jest bardziej wycofany, ale na co dzień straszny z niego urwis. Oba kocury to znajdki z ulicy. Jest jeszcze Maniuś — piękny puchaty rudzielec. Został znaleziony za miastem około 40 km od swojego pierwotnego domu i początkowo okoliczni mieszkańcy brali go za żbika. Edycie udało się go złapać i ku zdziwieniu wszystkich okazało się, że to najprawdopodobniej rasowy kot norweski leśny. U weterynarza udało się ustalić opiekunów Mańka, gdyż kot był zaczipowany. Niestety po dotarciu na miejsce, byli opiekunowie wyparli się kota, zatrzaskując Edycie drzwi przed nosem. Z relacji sąsiadów okazało się, że kot był dość charakterny i pewnie dlatego poprzedni opiekunowie się go pozbyli. Edyta z mężem chcieli znaleźć mu nowy dom, jednak Maniek wybrał ich sobie i próba adopcji do wspaniałego domu, zakończyła się fiaskiem. Dzisiaj widać, jak bardzo jest z nimi szczęśliwy.

Wszystkie psy i koty wymagały na początku sporego zaangażowania i nie było łatwo zgrać to towarzystwo. Często trzeba trochę wysiłku i pracy ze zwierzakiem (czasem są to tygodnie, a nawet miesiące), ale opłaca się, bo miłość i zaufanie psa czy kota jest bezcenne.

wtorek, 3 października 2017

VII.047









Dzisiaj zapraszam na spotkanie z Montim i jego opiekunami.

Monti w styczniu tego roku został zabrany z ulicy przez wrocławską fundację Ekostraż. Był dość towarzyskim kotem, jednak wyniki badań wykazały, że choruje na kocią białaczkę, przez co musiał być odizolowany od innych kotów. Ze względu na niedostatek domów tymczasowych, znaczną część dnia spędzał w klatce. Po kilku tygodniach stał się bardzo osowiały i przestał dbać o swoje futerko. Przez chorobę znalezienie domu dla Montiego było niezwykle trudne, ale wolontariusze nie poddawali się i co chwila wrzucali kolejne ogłoszenia.

Pewnego letniego dnia ogłoszenie zobaczyli Nina i Michał, którzy zdecydowali się adoptować kota. Monti dość szybko nauczył się życia w mieszkaniu. I co ważne już następnego dnia w nowym domu zaczął na nowo dbać o siebie. W dalszym ciągu jest lekko wycofany, ale coraz lepiej radzi sobie w relacjach kocio-ludzkich. Staje się bardzo towarzyskim kotkiem, który uwielbia głaskanie, zabawę z piórkami, leniuchowanie na kanapie oraz wygrzewanie się w promieniach słońca na parapecie. Monti wymaga jeszcze leczenia w związku ze swoją chorobą, ale jest na dobrej drodze do wydobrzenia.

wtorek, 15 sierpnia 2017

VII.030

Herman







Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Hermanem i jego opiekunką Izą.

Herman zamieszkał z Izą późną wiosną 2016 roku, miał wtedy nieco ponad rok i na imię Mareczek. Iza podjęła wtedy decyzje o adopcji kota. Zadzwoniła do Fundacji Przygarnij Kota i zapytała o kociaka, który nie ma zbyt wielkich szans na adopcję. Pani po drugiej stronie wspomniała o Mareczku, kocie z białaczką i problemami z pęcherzem, który od roku czeka na dom. Po krótkim przestudiowaniu jakiej opieki wymaga kot-nosiciel wirusa białaczki, Iza pojechała na spotkanie z Mareczkiem, a już po kilku dniach zamieszkał z nią i otrzymał imię Herman. Pierwsze tygodnie nie należały do najłatwiejszych. Już po trzech dniach Hermanowi nawróciło zapalenie pęcherza, ale Iza troskliwie zajmowała się kociakiem.

Choroba Hermana została zdiagnozowana, jak miał kilka tygodni. Kiedy był malutki, jego mama została złapana na jednym z wrocławskich podwórek do sterylizacji, a maluchy zostały zabrane razem z nią. Herman zdecydowanie wyróżniał się spośród swojego rodzeństwa, gdyż jako jedyny z miotu był czarny, a reszta rodzeństwa szaro-bura. Kiedy troszkę podrósł, pojawiły się pierwsze problemy z pęcherzem i podczas leczenia, jeden z lekarzy zwrócił uwagę na jego powiększone węzły chłonne. Dalsza diagnostyka wykazała, że Herman jest nosicielem kociej białaczki. Niestety musiał zostać odseparowany od reszty rodzeństwa i trafił do innego domu tymczasowego, gdzie mieszkał sam. Jak na kota z białaczką Herman ma rewelacyjne wyniki badań krwi i choroba zostaje w fazie remisji. Ze względu na nawracające problemy z pęcherzem, regularnie bywa u weterynarza. Kilka tygodni temu Herman musiał przejść operację, stąd też na jego brzuszku możecie dostrzec krótsze futro. Mimo tych problemów pozostaje bardzo pogodnym kotem.

Herman w stosunku do obcych jest wycofany i nieufny natomiast, kiedy zostaje z Izą sam na sam, wychodzi jego prawdziwa natura — zabawom i przytulankom nie ma końca. Ze wszystkich zabawek najbardziej uwielbia piórka i wędki, ale lubi też pograć w kocie gry na tablecie.

wtorek, 11 lipca 2017

VII.017

Figaro
Lara
Gucio
Punia


Fiona
Figaro
Gucio
Lara


Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Pauliną, Robertem i ich kocią gromadką, zarówno tą stałą, jak i tymczasową.


Wszystko zaczęło się około siedmiu lat temu, kiedy podczas spaceru po parku Paulina znalazła Figaro. Dokładniej to zgarnęła go z dość ruchliwej ulicy przedzielającej park, na którą Figaro wybiegł, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Miał wtedy jakieś trzy miesiące i szybko podbił serca wszystkich. Figaro to naprawdę niezwykły kot, z wielką troską dba o tymczaski pojawiające się w domu Pauliny i Roberta (myje je, przytula i dotrzymuje im towarzystwa podczas zabaw), a dodatkowo regularnie odwiedza ich sąsiadkę, starszą Panią, której towarzyszy przez kilka godzin. 




Punia to druga rezydentka przyjechała w 2014 z interwencji. Była bardzo wystraszona i potrzebowała dużo czasu, cierpliwości i miłości, aby chociaż trochę przekonać się do człowieka. Miała zostać tylko na chwilę, ale jak weszła do mieszkania, to przepadła i została już na stałe. Obecnie do obcych trzyma lekki dystans, ale kiedy zostaje ze swoimi opiekunami sam na sam, to potrafi zamienić się w miziaka. 




Dodatkowym mieszkańcem była też Pusia, kotka z białaczką (trzymana w osobnym pokoju), która dochodziła do siebie po operacji usunięcia nowotworu z okolic noska — po rekonwalescencji zamieszka z siostrą Pauliny. Ze względu na leczenie i niedawny zabieg, nie męczyłam tej przepięknej trikolorki zdjęciami.

Dwa lata temu do Pauliny odezwała się jej koleżanka z propozycją tymczasowania kotów w potrzebie, głównie kociąt oraz kotów dzikawych i tych po przejściach. Paulina (z wykształcenia jest weterynarzem) była idealną kandydatką do tego. Od tamtego czasu przez jej dom przewinęło się z trzydzieści kotów, część z nich pochodziła ze schroniska i były to koty, które w schronisku nie miały szansy na adopcję. Paulina z Robertem poświęcają kotom bardzo dużo czasu, przez co nawet największy dzikus potrafi stać się wspaniałym towarzyszem człowieka. Podczas naszego spotkania poznałam też przebywające u nich obecnie tymczasy: Gucia, Larę oraz Fionę, które polecają się do adopcji. 


Gucio to kawaler o przepięknych miodowych oczach uwielbiający zabawy (zwłaszcza z piórkami). Co prawda, jest on jeszcze trochę płochliwy, ale z dnia na dzień robi postępy. Lara to drobna, kilkutygodniowa koteczka schwytana podczas łapanki w jednej z wrocławskich piwnic. Bardzo szybko oswoiła się w domu i jest wulkanem energii, zawsze wszędzie jej pełno (zrobienie jej nierozmazanego zdjęcia było wyjątkowo trudne). Ma też swój charakterek — w przerwach od zabawy, miauczeniem domaga się na przemian głaskania oraz jedzenia. Fiona jest najbardziej wycofana ze wszystkich kotów z gromadki Pauliny i Roberta. W towarzystwie obcych jest nieufna i przeważnie chowa się za łóżko — tylko na moment wystawiła nosek zza wersalki, kiedy przyszłam, nie było więc mowy o pozowaniu do zdjęć. Trzymam jednak kciuki, że ze wsparciem tak wyjątkowych opiekunów oraz rezydenta Figaro wkrótce się to zmieni.

sobota, 17 czerwca 2017

VII.013


Muszek


Misia


Klara



Muszek


Misia


Klara
Muszek
Klara
Misia

Klarę mogliście podziwiać już w czwartej edycji akcji w obiektywie Oli Obuchowicz-Sawicz. To właśnie wtedy dowiedziałam się z moją mamą o całym projekcie i również wtedy pojawiła się pierwsza nieśmiała myśl o dołączeniu do tej fantastycznej inicjatywy.

W międzyczasie przez dom mojej mamy przewinęło się kilkanaście kotów — był to przystanek dla części podopiecznych domu tymczasowego U Siedmiu Kotów. Wszystkie Tymczaski, którymi moja mama się zajmowała, zostały zaadoptowane i mają teraz wspaniałe domu stałe, z których od czasu do czasu przychodzą wieści, o tym, jak się kociaki mają. Jednym z takich kotów, które miały być tylko na tymczas, była Misia.

Misia została złapana późną jesienią 2014 roku na jednym z wrocławskich osiedli jako mały dzikusek, który pogryzł karmicielkę. Po kilkudniowym pobycie na kwarantannie na klinice Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu trafiła do mojej mamy, gdzie pobyt rozpoczęła od... pogryzienia wszystkich domowników. Jednakże takie zachowanie nikogo nie przeraziło i w zamian wszyscy dali jej dużo ciepła i czułości. Misia robiła niesamowite postępy w kontakcie z człowiekiem i już po trzech dniach można było ją bez problemów głaskać, a po tygodniu sama zaczepiała domowników, by ją głaskali. W krótkim czasie skradła serca wszystkim (najbardziej mojemu bratu, notabene imiennikowi Michałowi) i zapadła decyzja, że zostanie z nami już na zawsze, dołączając do kociej rezydentki Klary. Misia do tej pory jest strasznym miziakiem i ogromnym łasuchem, który najbardziej na świecie lubi ryby, świeżą sałatę i oliwki. Uwielbia zabawy z piórkami, aportowanie i wylegiwanie się w słońcu na balkonie (oczywiście osiatkowanym). Świetnie dogaduje się z innymi kotami, była fantastyczną rezydentką dla maluchów, które moja mama tymczasowała w 2015 roku, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że wręcz im matkowała.

Klara (której historię możecie przeczytać tutaj) jest kotem o niesamowitej cierpliwości i bardzo przyjacielskim charakterze. To właśnie te cechy sprawiły, że jest niesamowitą opiekunką dla tymczasków. Klarcia to prawdziwa kocia dama, pełna gracji i wdzięku. Jej piękno zewnętrzne idzie w parze z pięknem wewnętrznym. Na co dzień sprawia pozory dość poważnej i dostojnej kotki, ale kiedy nikt nie patrzy, bawi się jak malutki kociak, a nie raz nakryliśmy ją na szalonych zabawach z Misią lub tymczasami.

Muszek to najmłodszy stażem członek stada. Przyjechał do mojej mamy niespełna miesiąc temu. Jego historia jest dość zawiła. Muszek został wzięty przez moją kuzynkę od pewnej pani, która miała rasową niewysterylizowaną kotką, którą pokrył nierasowy czarny kocur. Był ostatnim z miotu, taką małą sierotką z dość specyficznym wyrazem pyszczka, i nikt go nie chciał. Niestety wkrótce po adopcji, pojawiła się u mojej kuzynki alergia, mimo to Muszek został, a ona zdecydowała się na przyjmowanie leków. Kiedy zaszła w ciąże, alergia niestety znacznie się zaostrzyła, a Mucha trafił pod opiekę rodziców kuzynki, do których często zagląda. W późniejszym czasie okazało się, że i dziecko jest uczulone na kota. Niestety pewnej nocy zakończyło się to zarówno dla mojej kuzynki, jak i jej dziecka wizytą w szpitalu. Z ciężkim sercem (bo wszyscy pokochali Muszka), została podjęta najtrudniejsza decyzja — trzeba poszukać dla kota innego domu. Leki na dłuższą metę przestały działać. Uwierzcie mi, ale naprawdę wiele łez się wtedy polało. Wybór domu był dla kuzynki dość oczywisty i tak oto Muszek trafił pod opiekę mojej mamy. Byli opiekunowie wiedzą, że zawsze mogą go odwiedzić, a codziennie dostają od mojej mamy porcję zdjęć. Muszek jest dużym i bardzo spokojnym kotem. Uwielbia być głaskany i często się tego dopomina, a każdego gościa wita w drzwiach głośnym miauknięciem.