Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F-W: Płońska Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F-W: Płońska Anna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

V.086










Będzie to opowieść o trójce kotów. Cyfra trzy ma rozbudowaną symbolikę w kulturach, wierzeniach, przestrzeniach ludowych i tak się składa, że w tej historii będzie mowa o trzech różnych kocich charakterach, by nie powiedzieć "żywiołach ukrytych pod futerkami" oraz o aniele w ludzkim wcieleniu, który nad nimi czuwa...

Żywioł nr 1 ma na imię Bajzel i niech Was imię nie zmyli — to kotka. Ma umaszczenie pełne fantazji. Jest zgrabna i zwinna. Nie ufa obcym. Zdecydowanie woli obserwować ich z ukrycia niż wystawiać się na bezpośrednią konfrontację. A jednocześnie to kot dominujący i dbający o swoje terytorium, o czym napiszę w dalszej części.

Żywioł nr 2, czyli Kropcia. Piękna i delikatna kotka tricolor. Jest urodzoną modelką, bo kiedy tylko zobaczyła, że ganiam za nią z aparatem, w mig zaczęła kłaść się na boczku, lizać futerko i patrzeć na mnie zalotnie. Na widok swojej zabawki potrafi jednak porzucić próżność i zmienić się w wytrawnego myśliwego.

Żywioł nr 3. Taadam! Oto przed Państwem dostojny jegomość w czarnym eleganckim futrze, czyli Grubasek! Apetyt na życie i jedzenie mu dopisuje. Ale kto dał zwieść się pozorom i myśli, że ten kot, to tylko ciepła kuleczka, ten jest w błędzie, bo Grubasek jest facetem pełną gębą. Ma swoje zdanie, które potrafi wyrazić warknięciem, a prężenie przed obiektywem uważa za zwykły przejaw narcyzmu i praktycznie na nic zdały się liczne prośby, zachęty i sztuczki, by wyszedł na środek pokoju i wziął udział w sesji zdjęciowej.

Te trzy żywioły od kilku miesięcy mieszkają pod jednym dachem. Wcześniej Kropicia i Grubasek mieszkały ze swoją opiekunką Adrianną w innym domu. Jednak okoliczności życiowe sprawiły, że Adrianna wraz z mężem przeprowadziła do swojej mamy, w której mieszkaniu od wielu lat urzęduje Bajzel. Czasami, kiedy stykają się ze sobą trzy żywioły może dojść do zjawisk nieprzewidzianych i nieokiełznanych. Tak też stało się w tym przypadku. Bajzel nie akceptuje Kropki i Grubaska na swoim terytorium. Mówi im zdecydowane "nie". Trwa wojna. Jest awantura. Nie ma mowy o zawieszeniu broni. W sumie nie ma co się dziwić — nieuparte koty to chyba rzadkość. Sytuacja jest trudna i napięta, ale Adrianna, zdaje mi się być aniołem pokoju zesłanym na terytorium tej kociej wojny. Bardzo dzielnie i skutecznie przez te wszystkie miesiące dyryguje kocim ruchem w domu oraz pracuje nad tym, by koty się ze sobą dogadały.
Jestem pewna, że nie tylko Bajezel, Kropcia, Grubasek i ja dostrzegają w Adriannie kociego anioła, ale też inne koty, którym Adrianna pomogła, wyciągając je z bezdomności, czy innych tarapatów. Raźniej robi się człowiekowi, kiedy spotyka taką osobę.

środa, 16 września 2015

V.062










Historia Sir Cottona to opowieść o tym, że wielkie marzenia prędzej, czy później po prostu muszą się ziścić.

Magda przez wiele lat marzyła o tym, by mieć kota. Na przeszkodzie ku szczęściu stała jednak proza życia w postaci alergii. Po wielu latach marzeń o kocim szczęściu pewnego dnia, dzięki dobrodziejstwu współczesnej nauki i technologi w postaci testów alergicznych, dowiedziono, że Magda ma tylko alergię na sierść kota, a nie na kocie białko. Tym samym otworzyła się furtka, za którą znajdowała się wąska ścieżka wiodąca wprost do kociego serca. Ścieżka była wąska, bo prowadziła tylko do kotów bez sierści lub z jej minimalną ilością. Wybór padł na rasę "sfinks kanadyjski", którą Magda fascynowała się od dawna. I tak oto Sir Cotton zjawił się w domu, ku radości opiekunki i jej męża i ku rozbawieniu rodziców i zdziwieniu teściów. Wielka miłość wybucha od razu. Wkrótce nie odstępowali się na krok. Ona szła do łazienki, on szedł za nią, ona zmierzała ku kuchni, od dreptał za nią... Do tego przytulanie, mizianie, ocieranie się i figle. Idylla została nieco zburzona wraz z pojawieniem się w domu malutkiego dziecka, o które Sir Cotton początkowo był zwyczajnie zazdrosny. Czas ma jednak to do siebie, że leczy rany, także te miłosne w kocim sercu i po jakimś czasie, po tuzinach burzliwych nocy, po dobrych kilku manifestacjach oburzenia, kot odnalazł się w nowej sytuacji.

Kiedy byłam w domu Magdy i obcowałam z Sir Cottonem, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to bardzo ciepły kot. Dosłownie i w przenośni. Dosłownie — czyli w dotyku, jego skóra jest bardzo miękka i ciepła. W przenośni — Sir Cotton zauważa człowieka, jest go ciekawy, przygląda się mu, szuka z nim kontaktu i zachowuje się tak nawet wobec obcej kobiety, która wpada na jego terytorium znienacka i gania za nim z aparatem.

TUTAJ znajdziecie solidną porcję zdjęć i opowieści z codzienności Sir Cottona. To jego strona na Facebooku.